Patrząc z perspektywy "tu i teraz" wydaje się, że obywateli polskich zamieszkujących II RP charakteryzował jakiś nieokiełznany pociąg do morza, chociaż ten skrawek wybrzeża Bałtyku, który posiadała pod swoim zwierzchnictwem Macierz, do wybitnie rozległych przecież nie należał. Jednak ilością inicjatyw tak społecznych jak i państwowych, wliczając ten wspomniany w tytule wręcz quasi kolonializm (kliknij), można by przecież obdzielić współczesnych mi rodaków i to z nawiązką. Jakiż wstyd zatem będzie stanąć w zaświatach i przed np. generałem Zaruskim zdać meldunek: stocznie zamknięte i rozparcelowane, żeglugi wielkiej ani małej w zasadzie brak, flota wojenna z przeznaczeniem na szrot...toż sromota straszna! Tymczasem 60-90%
międzynarodowego handlu ( w zależności od źródła) odbywa się za pośrednictwem transportu
morskiego! W uproszczeniu większość przewozów realizowana jest przez tankowce (ropa, chemikalia), masowce (rudy, węgiel, ziarna/nasiona), kontenerowce (wyroby
gotowe).