Wczoraj opisałem ludzi, których wprawdzie
to lub owo uwiera w życiu, ale zamiast wziąć sprawy/życie w swoje ręce, to OCZEKUJĄ MESJASZA. Człowieka(?), który przyjdzie i rozwiąże
ich wszystkie problemy. Dziś nawiążę do kilku idei, które przewinęły się w
komentarzach pod tamtym textem. Zapraszam.