ZSRR, o czym się często zapomina,
był krajem ludniejszym niż USA. Oczywiście współcześnie liczba szabel nie
determinuje pozycji kraju na świecie, ale zapewne wszyscy się zgodzimy, że
główną barierą na drodze RFN czy Japonii do stania się światowym hegemonem jest
właśnie demografia. Świadomość tego faktu na pewno jest żywa w Rosji, Rosji
marzącej o przywróceniu dawnej potęgi. Dodać trzeba, że marzenie to staje się
koniecznością, jeśli Kreml myśli o utrzymaniu Dalekiego Wschodu i czerpaniu
korzyści z jego bogactw naturalnych. Rosja to tylko 45% ludności byłego Sojuza,
ale aż 75% jego PKB i 90% jego wydatków na zbrojenia, stąd zebranie pod
patronatem Rosji przynajmniej części republik staje się realnym projektem.
Co ma do tego Ukraina?